Otwiera się w nowej karcie

Jak poprawnie wdrożyć CRM w firmie B2B

Jak poprawnie wdrożyć CRM w firmie B2B

Najważniejsze wnioski

  • CRM to projekt, a nie zakup narzędzia. Samo kupienie licencji i powiedzenie zespołowi „wpisujcie” daje drogi notatnik, do którego nikt nie zagląda. Narzędzie nie naprawi procesu, którego nie ma.
  • Wybór systemu jest na końcu, nie na początku. Najpierw mapujesz, jak klient kupuje i jak Ty sprzedajesz, dopiero wtedy wiesz, czego CRM ma od Ciebie wymagać.
  • Etapy nazywaj w trybie dokonanym. „Negocjacje” to stan, który handlowiec może sobie wmówić. „Klient zapoznał się z ofertą” albo się wydarzyło, albo nie.
  • Do procesu wpuszczasz tylko kwalifikowane zapytania. Lead bez budżetu i bez decyzyjności pali czas, który mógłby pójść w realny potencjał.
  • Pola wymagane zamieniają przeczucia w liczby. Gdy handlowiec musi zaznaczyć, czy na spotkaniu był decydent, po kilku miesiącach masz dane zamiast domysłów.
  • Wdrożenie to osobny etap, nie formalność. Bez wciągnięcia handlowców i cyklicznych spotkań CRM zamienia się w cmentarz szans, które nigdy nie kupią.

Dlaczego Twój CRM jest drogim notatnikiem (i czemu to nie wina narzędzia)

Kiedy wchodzę do firmy B2B, prawie zawsze widzę ten sam obrazek: jest CRM, są wykupione sloty dla handlowców, a danych, z których dałoby się cokolwiek wyciągnąć, nie ma. Ktoś kupił licencję, rozdał dostępy i powiedział „wpisujcie”. No to wpisują. Tyle że każdy po swojemu i kiedy mu się przypomni.

Efekt jest taki, że handlowiec na szybko wklepuje dane sprzed tygodnia czy dwóch, żeby w systemie cokolwiek było, a czy to się zgadza z rzeczywistością, to już osobna sprawa. Etapy ma tak generyczne, że po jednej rozmowie „czuje, że ten klient siądzie” i od razu wrzuca go na negocjacje. Ty patrzysz na lejek, cieszysz się, że tylu klientów wisi na tak wysokim etapie, a potem pytasz, czemu to dalej nie jest zamknięte. No bo wakacje. Bo klient się jeszcze zastanawia, trzeci miesiąc z rzędu.

Taki CRM to drogi notatnik. I nie naprawi tego żadne lepsze narzędzie, bo problem nie leży w narzędziu.

Wdrożenie CRM w firmie B2B trzeba potraktować jak projekt, nie jak zakup. Samo kupienie systemu i powiedzenie ludziom „żeby działali” daje dokładnie to, co opisałem wyżej. A kolejność, w jakiej się do tego zabieram, jest odwrotna niż u większości: wybór systemu jest na samym końcu, nie na początku. W tym artykule pokażę Ci tę kolejność krok po kroku i od tego, jak kupuje Twój klient, przez kwalifikację i pola wymagane, aż po wybór narzędzia i samo wdrożenie wśród zespołu.

Zacznij od tego, jak kupuje klient – nie od funkcji systemu

Pierwszy krok to warsztat, na którym rozkładamy dwie rzeczy: jak klient faktycznie kupuje i jak my w tej chwili sprzedajemy. Chodzi o to, żeby sprzedawać tak, jak klient chce kupować, a nie odwrotnie. Im łatwiej mu kupić Twoje rozwiązanie, tym lepiej dla wszystkich.

Dopiero z tego mapujemy proces sprzedaży i dzielimy go na etapy. Część etapów powtarza się między firmami, ale szczegóły zależą od biznesu i branży. I tu wpada najczęstszy błąd, który sam z siebie generuje bałagan: źle nazwane etapy.

Czemu „Negocjacje” to zły etap, a „Klient zapoznał się z ofertą” — dobry

Zwykle etapy wyglądają tak: Nowy lead, Analiza potrzeb, Oferta, Negocjacje, Zamknięcie. A czasem dochodzi jeszcze „Na później”, gdzie lądują klienci, którzy może kiedyś kupią. Z czegoś takiego nie wyciągniesz żadnego wniosku, bo te etapy nic nie mówią o tym, co się naprawdę wydarzyło.

Dobry proces formułuję w trybie dokonanym, jako fakty, które już się stały:

  • klient zakwalifikowany,
  • przeprowadzono discovery,
  • klient zapoznał się z ofertą,
  • klient potwierdził chęć zakupu,
  • umowa podpisana.

Różnica jest niby kosmetyczna, a zmienia wszystko. „Negocjacje” to stan, który handlowiec może sobie wmówić po jednej dobrej rozmowie. „Klient zapoznał się z ofertą” albo się wydarzyło, albo nie. Kiedy etapy opisują fakty, lejek przestaje być zbiorem przeczuć Twoich ludzi, a zaczyna być obrazem tego, co realnie dzieje się w sprzedaży. A to jest różnica między raportem, który Cię uspokaja, a raportem, na podstawie którego możesz podjąć decyzję.

Do procesu wpuszczaj tylko kwalifikowane zapytania

Druga rzecz, na której większość firm się wykłada, to kwalifikacja. Najczęściej nikt sobie nigdy nie odpowiedział, komu właściwie chcemy sprzedawać i jak rozpoznać, że to potencjalnie dobry klient.

Skutki są takie, że handlowiec dostaje kogoś bez decyzyjności i bez budżetu, ale i tak musi wysłać ofertę, „bo a nuż”. Potem robi pięć follow-upów bez żadnej wartości, z jednym pytaniem – kiedy Pan kupi. A ten nigdy nie kupi, bo nigdy nie był gotowy i nie powinien znaleźć się jako szansa sprzedaży. Ten sam czas mógłby pójść w leady z realnym potencjałem.

Dla Ciebie, jako właściciela patrzącego na efektywność zespołu, to jest realny wyciek. Trzech handlowców, każdy ciągnie po kilkanaście martwych szans — i nagle połowa ich tygodnia idzie na klientów, którzy nigdy nie mieli zamiaru kupić. Dodatkowo klienta, który jeszcze nie dojrzał, lepiej podesłać na lead nurturing, jeśli jest wdrożony, niż palić na nim energię.

Dlatego do większości popularnych CRM-ów warto wpuszczać wyłącznie zapytania, które przeszły kwalifikację. Nie w każdym systemie się to da, ale w większości tak. To jedna z tych decyzji, których nie podejmiesz, dopóki nie masz ułożonego procesu i właśnie dlatego wybór narzędzia musi przyjść później.

Pole danych, którego nie da się pominąć

Mając ustalony proces, widzisz też, które pola są na tyle ważne, żeby stały się wymagane na danym etapie. Tak, żeby handlowiec musiał je uzupełnić, zanim przesunie szansę dalej. Inaczej wracamy do drogiego notatnika z początku.

Na start wystarczy minimum, z czasem się dokłada. Przykład: po discovery wymagasz zaznaczenia, czy na spotkaniu była osoba decyzyjna. Po kilku miesiącach masz dane, żeby sprawdzić, czy obecność decydenta realnie podnosi skuteczność i o ile. Nagle „przeczucie” zamienia się w liczbę — i to liczbę, którą możesz pokazać zespołowi.

Automatyzacja, która sprawia, że żaden lead nie ginie

Na tym etapie ma też sens automatyzacja: co system powinien wymusić albo podpowiedzieć, gdy handlowiec przesuwa szansę dalej. Najważniejsza automatyzacja to ta, żeby leady ze strony, z Meta Ads czy z innych źródeł wpadały prosto do CRM — od razu z podziałem na handlowców i powiadomieniem na Slacku.

Wtedy żaden lead nie ginie. A gubią się notorycznie i odnajdują po tygodniu w czyjejś skrzynce, co potrafi kosztować konkretne pieniądze. Przy zespole kilku osób to też kończy spór o to, „czyj był ten lead” — przydział dzieje się automatycznie, zanim ktokolwiek zdąży o nim zapomnieć.

Dopiero teraz wybierasz system CRM

I tu zaskoczenie: dopiero mając to wszystko poukładane, przechodzimy do wyboru CRM-u. Bo dopiero teraz wiesz, czego od niego potrzebujesz. To jest sedno całego podejścia — narzędzie dobierasz pod proces, nie proces pod narzędzie.

Poniżej zestawienie trzech systemów, które najczęściej sprawdzają się w polskich firmach B2B, w zależności od tego, czego potrzebujesz.

Tabela 1. Kiedy który CRM ma sens

SystemNajlepszy, gdy…Na co uważać
Livespacezależy Ci na mocno ustrukturyzowanym procesie sprzedażymniej elastyczny przy nietypowych workflowach
HubSpotchcesz spiąć sprzedaż z marketingiem i rosnąćprzy wyższych pakietach potrafi być drogi jak na małą firmę B2B
Pipedrivezespół ceni intuicyjność i integracje z zewnętrznymi aplikacjamiprzy bardzo złożonym procesie bywa zbyt prosty

Każdy z nich dobierasz pod proces, który wcześniej ułożyłeś. Jeśli Twoja sprzedaż jest mocno poukładana i chcesz ją egzekwować twardo, wybierz Livespace. Jeśli planujesz łączyć sprzedaż z marketingiem i skalować, wybierz HubSpot. Jeśli najważniejsza jest adopcja przez zespół i prostota codziennego użycia, wybierz Pipedrive. Ale to są wnioski, do których dochodzisz na końcu, nie na starcie.

Wdrożenie CRM w zespole – etap, który najczęściej się pomija

Potem zostaje wdrożenie, czyli etap, który najczęściej się pomija. A dla wielu ludzi CRM to coś nowego i trzeba zadbać o adaptację. To jest moment, w którym Twoja rola jako właściciela waży najwięcej — bo zespół przyjmie narzędzie tylko wtedy, gdy zobaczy, że Ty je traktujesz poważnie.

Staram się wciągać handlowców już na wczesnym etapie, żeby byli częścią zmiany, a nie jej ofiarami. Później jest sesja, na której tłumaczę, co i jak — i sypią się pytania. Przez kolejny miesiąc czy dwa robię spotkania cykliczne, bo dopiero przy codziennym używaniu zespół wyłapuje, co jeszcze dodać albo poprawić. Po tym czasie można myśleć o kolejnych automatyzacjach i rozwiązaniach AI.

Trzeba też pilnować, żeby CRM nie zamienił się w cmentarz szans, które nigdy nie kupią. Lepiej, żeby czyścił go ktoś inny niż sam handlowiec, bo handlowiec ma sentyment i poczucie, że coś traci. To akurat naturalne zadanie dla Ciebie albo dla osoby zarządzającej sprzedażą.

Co realnie zyskujesz, gdy proces jest ułożony

To wszystko sprowadza się do jednego: kiedy proces jest ułożony, handlowiec wie, co robić na każdym etapie, a Ty widzisz, co działa, a co nie. Wystarczy, że w dwie minuty odczytasz z systemu kilka rzeczy:

  • konwersję po etapach,
  • powody utraty szans,
  • średni czas trwania procesu,
  • powody utraty szans,
  • działania,
  • wszystko z podziałem na miesiące i na konkretnego handlowca.

Wtedy widać, że jeden ma problem z domknięciem, a inny z przejściem od discovery do oferty, bo na przykład nie kontraktuje kolejnego spotkania. I można z tym realnie coś zrobić, zamiast zgadywać. Warto przy tym patrzeć nie tylko na przegrane, ale i na wygrane szanse, bo to one pokazują, kto jest Twoim ICP i gdzie kierować kolejne działania.

Tabela 2. Drogi notatnik kontra CRM prowadzony jak projekt

ObszarCRM jako drogi notatnikCRM wdrożony jak projekt
Etapy lejkageneryczne, oparte na przeczuciudokonane fakty, które się wydarzyły
Wejście do procesukażdy lead, „bo a nuż”tylko zapytania po kwalifikacji
Dane w systemieuzupełniane z pamięci, po tygodniupola wymagane na każdym etapie
Leadyginą w skrzynkachwpadają automatycznie, z przydziałem
Twój wgląd„czemu to się nie domyka?”konwersja i wąskie gardła w 2 minuty

Podsumowanie

Wdrożenie CRM w firmie B2B nie zaczyna się od wyboru systemu, ale od zrozumienia, jak kupuje Twój klient i jak sprzedaje Twój zespół. Dopiero na tym budujesz etapy opisane jako fakty, kwalifikację na wejściu, pola wymagane i automatyzacje, które pilnują, żeby żaden lead nie zginął. Narzędzie dobierasz na końcu, pod gotowy proces. Livespace, HubSpot czy Pipedrive, zależnie od tego, czego naprawdę potrzebujesz. A wdrożenie wśród handlowców traktujesz jak osobny etap, nie formalność. Kilka takich usprawnień potrafi podnieść skuteczność, wartość albo szybkość sprzedaży na tyle, że wdrożenie zwraca się szybciej, niż się spodziewasz.

A jak to wygląda u Ciebie i czy Twój CRM realnie pomaga prowadzić sprzedaż, czy jest drogim notatnikiem, do którego zaglądasz, gdy trzeba coś odhaczyć? Jeśli chcesz wdrożyć CRM jak projekt i oszczędzić sobie błędów oraz straconego czasu, odezwij się.

zobacz również
E-book: Jak zaplanować strategię sprzedaży i marketingu B2B w dobie AI
Pobierz bezpłatnie
Jak stworzyć stronę internetową B2B, która generuje wartościowe leady?
Jak stworzyć stronę internetową B2B, która generuje wartościowe leady?
Przeczytaj
Co powinien zawierać audyt marketingowy B2B
Przeczytaj