Otwiera się w nowej karcie

Jak software house przestał czekać na polecenia i zbudował własny kanał sprzedaży

Jak software house przestał czekać na polecenia i zbudował własny kanał sprzedaży

Kim był nasz partner

Software house realizujący projekty webowe. Dobry zespół, sensowne portfolio, zadowoleni klienci. Cała sprzedaż opierała się jednak tylko na poleceniach.

Problem: „Klienci przychodzą sami – dopóki przychodzą”

Polecenia wyglądają jak sukces. Zero kosztu pozyskania, wysoka konwersja, klient przychodzi już przekonany. Do momentu, w którym zapytasz właściciela, co zrobić, żeby w przyszłym kwartale było ich dwa razy więcej. Wtedy okazuje się, że nie ma odpowiedzi.

Z czym mierzyliśmy się na starcie:

  • Wszystkie projekty z poleceń. Firma nie miała żadnego sposobu, żeby zwiększyć liczbę zapytań. Mogła tylko czekać, aż ktoś się odezwie.
  • Portfolio bez kierunku. Projekty z kilkunastu branż. Każdy nowy klient oznaczał naukę jego domeny od zera. Doświadczenie się nie kumulowało — ani w wiedzy zespołu, ani w argumentach na rozmowie handlowej.
  • Model biznesowy na wyczerpaniu. Sprzedaż roboczogodzin ma sufit. Rośniesz tylko wtedy, gdy zatrudniasz, a marża stoi w miejscu.
  • Brak punktu startu. Właściciele wiedzieli, że trzeba coś zmienić. Nie wiedzieli, od czego zacząć, więc nie zaczynali.

Firma nie była w kryzysie. Zobaczyła sufit i nie miała pomysłu, jak go przebić.

Diagnoza i Transformacja: od „bierzemy, co przyjdzie” do wyboru rynku

Nie zaczęliśmy od kampanii ani cold maili. Zaczęliśmy od pytania, na które firma nie miała odpowiedzi: komu właściwie chcemy sprzedawać i dlaczego mieliby wybrać nas.

1. Fundamenty: skąd realnie bierze się przychód

Rozpisaliśmy model biznesowy, żeby zobaczyć, gdzie w tej firmie są pieniądze.

  • Zmapowaliśmy wszystkie źródła przychodu – te obecne i te, których jeszcze nie było.
  • Zaczęliśmy pakietować usługi zamiast sprzedawać godziny. Klient ma kupować efekt, nie czas programisty.
  • Zajęliśmy się LTV. Software house zarabia głównie na tym, co dzieje się po wdrożeniu: na utrzymaniu, rozwoju, opiece. Trzeba to zaprojektować i sprzedać, bo samo się nie zrobi.

2. Strategia: cztery decyzje

Odpowiedzieliśmy na cztery pytania i zapisaliśmy odpowiedzi:

  • Jakie są cele firmy – ile, w czym, do kiedy.
  • Jakie branże i rynki obsługujemy, a jakich świadomie nie ruszamy.
  • W jakiej technologii się specjalizujemy.
  • Czym wygrywamy z konkurencją. „Jesteśmy dobrzy i dowozimy w terminie” mówi o sobie każdy software house w Polsce, więc to nie jest odpowiedź.

Najtrudniejsza część tej rozmowy dotyczyła tego, z czego firma rezygnuje.

3. Przyczółek: e-commerce, re-commerce, PHP i Laravel

Zamiast atakować cały rynek, wybraliśmy jeden wąski obszar.

Decyzję oparliśmy na danych z własnego portfolio. Najwięcej zrealizowanych projektów i najlepsze efekty firma miała w małych firmach e-commerce i re-commerce. Do tego zawęziliśmy technologię do PHP i Laravela — tam zespół był najmocniejszy.

Wąski przyczółek zawęża rynek na papierze, ale dopiero on daje firmie, której nikt nie zna, powód, żeby ktoś odpisał na pierwszą wiadomość.

4. Badania klientów

Przeprowadziliśmy rozmowy z klientami. Nie ankietę, ale rozmowy.

Szukaliśmy powodów, dla których ktoś kupuje albo nie kupuje, i tego, jak ci ludzie sami opisują swoje problemy. Na tej podstawie przebudowaliśmy propozycję wartości.

Osobno usiedliśmy do rozmów z klientami, dla których firma już coś zrobiła. Każda taka rozmowa miała trzy cele naraz.

Pierwszy to opinia – co realnie było wartością we współpracy, a co drażniło. Drugi to sprawdzenie, czy jest przestrzeń na dalszą współpracę. Software house’y rzadko o to pytają wprost; projekt się kończy, kontakt się urywa i po dwóch latach klient robi rozwój sklepu u kogoś innego. Trzeci to polecenia.

Polecenia dotąd zdarzały się same. Chcieliśmy, żeby zaczęły się dziać na zaproszenie. Ustaliliśmy, kogo konkretnie prosimy, w którym momencie współpracy, o co dokładnie i jak to ułatwić drugiej stronie — żeby polecający nie musiał się zastanawiać, komu i jak nas przedstawić.

5. Persony

Na bazie badań rozpisaliśmy pełne persony — w zakresie, który da się wykorzystać w sprzedaży:

  • Z jakimi problemami się mierzą i co uwiera najbardziej.
  • Czego oczekują od dostawcy oprogramowania.
  • Jakie mają obiekcje i według jakich kryteriów podejmują decyzję.
  • Skąd czerpią wiedzę i o co najczęściej pytają na pierwszej rozmowie.
  • Jakie zdarzenia uruchamiają proces zakupowy — czyli kiedy w ogóle warto się odezwać.

6. Outbound

Dopiero mając personę, zaprojektowaliśmy dotarcie. Warunek był jeden: musimy trafiać do firm, które faktycznie stoją na PHP i Laravelu. Inaczej cała specjalizacja przestaje mieć znaczenie.

Zbudowaliśmy stack: TheirStack do wykrywania technologii i sygnałów, Clay do wzbogacania danych i budowy listy, Woodpecker do wysyłki i sekwencji, LinkedIn jako druga ścieżka kontaktu.

7. Treści wiadomości

Rozpisaliśmy treść wiadomości pod problemy z badań. Bez „jesteśmy software housem z 10-letnim doświadczeniem” — punkt wyjścia zawsze po stronie odbiorcy: co go boli, co się u niego właśnie zmieniło, dlaczego to jest problem.

8. Partnerstwa

Tę samą logikę przenieśliśmy poza bazę klientów. Ruszyły rozmowy partnerskie z firmami, które obsługują małe e-commerce’y, ale nie konkurują o ten sam budżet: agencjami marketingowymi, dostawcami narzędzi, konsultantami e-commerce, księgowymi obsługującymi sprzedaż online.

Punkt wyjścia był ten sam co przy klientach. Zamiast liczyć, że ktoś kiedyś o firmie wspomni, ustaliliśmy, komu realnie opłaca się nas polecać i co ta osoba ma z tego mieć – czasem prowizję, czasem odwrotne polecenie, czasem po prostu to, że jej klient przestaje mieć problem, którego ona nie rozwiąże.

Do tego doszło ustalenie, jak wygląda samo przekazanie kontaktu, żeby partner nie musiał niczego tłumaczyć ani sprzedawać za nas.

Docelowo to ma być drugi kanał, niezależny od cold maili i odporny na to, że akurat w danym kwartale nikt się sam nie odezwał.

9. Start wysyłki

Ruszyły pierwsze sekwencje.

Co udało się osiągnąć

Cykl sprzedaży w software housie jest długi. Od pierwszego kontaktu do podpisanej umowy mijają miesiące, więc na twarde wyniki finansowe jest po prostu za wcześnie.

Na tym etapie patrzymy na wskaźniki wyprzedzające:

  • Pierwsze rozmowy z klientami spoza kręgu poleceń. Do kalendarza trafiły spotkania z firmami, których nikt nie polecił. Wcześniej takich rozmów nie było w ogóle.
  • Policzalny rynek. Firma wie, ile jest w Europie firm pasujących do jej ICP, i wie, jak dotrzeć do każdej z nich. Wcześniej „rynek” był pojęciem abstrakcyjnym.
  • Proces zamiast pojedynczych akcji. Budowa listy, wysyłka, follow-upy i kwalifikacja działają jako jeden ciąg, który da się skalować.
  • Pipeline w budowie. Rozmowy w toku, decyzje przed nami. Pierwszy raz świadomie budowany.
  • Drugi kanał w przygotowaniu – rozmowy partnerskie.
  • Zmiana po stronie właścicieli. Przestali czekać na telefon. Wiedzą, komu sprzedają, dlaczego i jak do niego dotrzeć.

Najważniejsza lekcja

Polecenia to nie kanał sprzedaży, tylko szczęście, które kiedyś się kończy. Firma, która żyje wyłącznie z nich, tak naprawdę nie ma sprzedaży, ma dobry produkt i cierpliwość.

Zanim wyślesz pierwszą wiadomość, musisz zdecydować, kogo odpuszczasz. Software house, który robi wszystko dla każdego, nie ma czego napisać w pierwszym zdaniu cold maila. Ten, który wybrał e-commerce i Laravela, ma.

Przy długim cyklu sprzedaży nie oceniaj tego systemu po przychodzie z pierwszego kwartału. Sprawdź, czy do lejka wpadają właściwi ludzie i czy dzieje się to powtarzalnie. Reszta to kwestia czasu.

zobacz również
E-book: Jak zaplanować strategię sprzedaży i marketingu B2B w dobie AI
Pobierz bezpłatnie
Jak producent maszyn vendingowych uporządkował sprzedaż i przyspieszył rozwój
Przeczytaj
Jak biuro projektowe zyskało widoczność i klientów w zatłoczonym rynku wnętrzarskim
Przeczytaj